Tercjo


Rozwinięcie trzeciego warunku:

 

Twoje  „nowe serce” winno być źródłem miłości…

_____________________________________

Najważniejszymi sprawnościami, wypływającymi z łaski, są cnoty teologiczne: wiary, nadziei i miłości. Władzami, które one usprawniają, są rozum i wola, te najwyższe czynniki psychiki ludzkiej, a przedmiot, do którego one nas usprawniają, nie jest czymś związanym z warunkami życia ziemskiego, jak to bywa z materią innych cnót (cudze prawa — sprawiedliwości, pożądania zmysłowe — wstrzemięźliwości, niebezpieczeństwa – męstwa), lecz dobro nieskończone, nadziemskie — sam Bóg.

Przez nie człowiek nawiązuje stały stosunek z Bogiem i nabiera możności skierowywania stale wszystkich swych czynności do swego celu ostatecznego. Wiara daje mu to stałe przeświadczenie o prawdziwości tajemnic, objawionych mu przez Boga i zawierających podstawowe dane, na których ma on całe swe życie oprzeć. Nadzieja i miłość dają podobnie woli stałą orientację do dobra najwyższego. Przy czym miłość przewyższa nieskończenie obie swoje towarzyszki. Podczas bowiem gdy wiara ma za przedmiot Boga ukrytego w tajemnicy, a nadzieja — Boga nieobecnego, a więc pożądanego, miłość jest tym wewnętrznym upodobaniem woli w dobru najwyższym, upodobaniem, które przekraczając zasłonę tajemnicy i nie myśląc o tym, czy dobro to jest mu już obecne czy nie, łączy się z nim duchowo, kocha je takim, jakim ono jest samo w sobie, choć go jeszcze doskonale jako takiego poznać nie może. Niewątpliwie wola nasza w tym życiu może dużo doskonalej kochać Boga, niż rozum jest w stanie Go poznać, i stąd pochodzi to królowanie miłości nad wszystkimi cnotami, które św. Paweł tak silnie zaznaczył w rozdziale trzynastym Pierwszego Listu do Koryntian.

POCHWAŁA MIŁOŚCI.

1 Gdyby mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał; byłbym jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. 2 I choćbym miał dar proroctwa, i znał wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność, i choćbym miał wszelką wiarę, tak żebym góry przenosił; a miłości bym nie miał, niczym jestem. 3 I choćbym na żywność ubogim rozdał wszystką majętność swoją, i choćbym wydał ciało swoje tak, żebym gorzał, a miłości bym nie miał; nic mi nie pomoże. 4 Miłość jest cierpliwa, jest łaskawa, miłość nie zazdrości, złości nie czyni, nie nadyma się, 5 nie pragnie zaszczytów, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie umyśli złego; 6 nie raduje się z niesprawiedliwości, ale weseli się z prawdy. 7 Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko przetrwa. 8 Miłość nigdy nie ginie; choć proroctwa się skończą, choć dar języków ustanie, choć umiejętność zniszczeje. 9 Albowiem po części tylko poznajemy, i po części prorokujemy. 10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, ustanie, co jest częściowe. 11 Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, rozumiałem jak dziecię, myślałem jak dziecię. Gdy zaś stałem się mężem, usunąłem, co było dziecinnego. 12 Teraz widzimy przez zwierciadło, przez podobieństwo, lecz wówczas twarzą w twarz; teraz poznaję częściowo, lecz wówczas będę poznawał, tak jak i jestem poznany;13 ateraz trwa wiara, nadzieja, miłość, to troje; z tych zaś największa jest miłość. [1 Kor 13]

Tego, że modlitwa chrześcijańska z tych źródeł bezpośrednio czerpie swą moc i wartość, dłużej dowodzić chyba nie trzeba. Rozum, pozostawiony swym światłom przyrodzonym, i wola w przyrodzonym zakresie swego działania nigdy nie będą w stanie nadać sobie tej stałej sprawności do służby Bożej, jaką daje im moc nadprzyrodzona łaski i cnót wlanych razem z nią do duszy. Wprawdzie i wśród pogan, do których światło wiary nie doszło, widzimy zawsze jakieś przejawy czci oddawanej Bogu, i nic w tym dziwnego, skoro rozum pozostawiony swym własnym siłom, może poznać w najogólniejszych zarysach istnienie Istoty Najwyższej i obowiązków, jakie człowiek ma wobec Niej — ale jakże nikłe są one w porównaniu z czcią, jaką chrześcijanin oddaje Bogu, jakie pełne trwogi i wyrachowania, a jak pozbawione tego potężnego powiewu miłości, która jest dominującą cechą życia duchowego chrześcijan.

Tak, dopiero oczyszczone i uszlachetnione cnotami teologicznymi, rozum i wola stają się zdolne do niesienia Bogu w całej pełni tej służby chwały, czci, dziękczynienia i prośby błagalnej, którą jednym słowem nazywamy modlitwą. Dopiero wtedy nabierają one doskonałej zdolności, aby niższym władzom duszy, czynnikom zmysłowym. a nawet i członkom ciała nadać stały kierunek wychowawczy, aby i je także usprawnić do służby Bożej.

W ten sposób działalność łaski opanowuje całego człowieka i dochodzi do każdego zakątka jego psyche, do którego tylko impulsy rozumu i woli mogą dotrzeć. Wszędzie, zarówno we władzach umysłowych, jak i nawet ruchach ciała, wzbudza ona pewne stałe usposobienia, które przystosowują czynności wszystkich tych władz do wymagań prawa Bożego i do służby Bożej.

Już więc w zewnętrznym zachowaniu człowieka pod wpływem wiary i miłości zauważyć można pewien sposób bycia, mający na sobie wyraźne cechy wpływów religijnych. Czy go nazwiemy pobożnością, czy ogólniej — skromnością lub ułożeniem religijnym, w istocie swej będzie się on sprowadzał do tego swobodnego przejawiania na zewnątrz — w wyrazie twarzy, ruchach, przybieranej postawie wewnętrznych przeżyć religijnych, do pewnej harmonii między tym, co się w duszy dzieje, a tym, co się odbija na zewnętrznej działalności człowieka.

Zapewne, nieraz się zdarzy spotkać ludzi, którzy sztucznie wytworzyli sobie pewien sposób zachowywania się bardzo pobożny, podczas gdy w duszy te zewnętrzne formy nie znajdują żadnego odpowiednika. Fałsz ten nie da się jednak długo ukryć; pustka, którą ten powierzchowny sposób bycia pokrywa, prędzej czy później wyjdzie na jaw, niemałą szkodę wyrządzając sprawie Bożej tym dyskredytem, jaki hipokryzja rzuca na całe życie religijne. [O. Woroniecki, Pełnia modlitwy]

„Unikajmy postępowania ukrywającego sprawy hańbiące, nie uciekajmy się do żadnych podstępów ani nie fałszujemy słowa Bożego, lecz okazywaniem prawdy przedstawiajmy siebie samych w obliczu Boga osądowi sumienia każdego człowieka.” (2 Kor 4:2)

Aby odkryć prawdę o miłości, trzeba zdjąć z niej – misternie zbudowaną na zrębie wiary -instytucję. Otóż, ta instytucja stworzyła gęstą sieć, która oplatła prawdę o miłości, prawdę o Jezusie Chrystusie. Tą siecią jest mistyczny strach przed „końcem”. Dlatego Jezus powołuje swoich pierwszych uczniów z rybaków… Jeżeli chcemy poznać prawdę musimy postępować jak Jego uczniowie. „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.” (Mt 16:27) Jezus nie nakazuje by „cuda” czyniła instytucja, tylko by czynił je każdy z jego uczniów! (zob. m.in. Mk 6:4-13) Oczywiście kościół też jest do tego zobowiązany i dobrze wypełnia tą misję. Poza nim panuje wszechpotężna instytucja „zła” oparta na prawie Lewitów. Czy prawo to znalazło się w księgach Nowego Testamentu? Otóż tak! Księgą tą jest „Objawienie” Zastanówmy się, gdyby „wyrocznia” Apokalipsy była tylko i wyłącznie „piękną poezją opartą na parafrazie proroctwa Ezychiela” stworzoną przez Świętego Jana i opisującą prawdziwe zdarzenie burzy, zaćmienia i trzęsienia ziemii, które miało miejsce w jednym czasie?

– Cóż wtedy? – Zniknie mistyczny strach „przed końcem” i pozostanie tylko Miłość! Jak zauważył Św. Piotr: „Lecz umysł twój stępiały (pod wpływem prawa i mistycznej astrologii Lewitów). I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytasz Stare Przymierze, ta sama zasłona pozostaje /nad Tobą/, bo odsłania się ona tylko w Chrystusie. I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytasz Mojżesza, zasłona spoczywa na Twoim sercu. A kiedy nawracasz się do Pana, zasłona opada. (BT Kor 3:14-16)

Człowiek musi kochać, aby żyć, a miłość to uczucie, dla którego żyć warto. Może czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ludzie, dla których jedynym przejawem miłości jest miłość do siebie samego, tak naprawdę nie żyją pełnią życia, stają się jak ‘cymbał brzmiący’ („Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. 1 Kor 13:1) Bądźmy szczęśliwi, jeżeli miłość, jakakolwiek by nie była, pozwala nam z radością patrzeć dokoła, zaglądać w przeszłość i oczekiwać jutra.

“Dlatego polecam ci jedno krótkie zdanie: Kochaj i czyń, co chcesz! (dilige et quod vis fac!) Gdy milczysz, milcz z miłością; gdy mówisz, mów z miłości; gdy karcisz, karć z miłości; gdy przebaczasz, przebaczaj z miłości. Niechaj tkwi w Twym sercu korzeń miłości; wyrośnie z niego tylko dobro” (Św. Augustyn, Homilie na Pierwszy List św. Jana; 7)

________________________________________________________________________________

Pozostaje więc jedyna droga: droga prawdy i miłości, droga Jezusa Chrystusa.

Czytaj dalej – PRAWDA

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s